Rok na końcu świata
Wyjeżdżając z Polski na roczny wolontariat, nie miałam pojęcia, co mnie czeka. A przydarzyło się bardzo dużo, mimo że spędziłam ten czas na końcu świata.
A gdzie jest koniec świata? Wcale nie tak daleko. Tylko jakieś 700 km na południe od Warszawy, w środkowej Słowacji, blisko granicy z Węgrami. To Brdarka. Aby do niej dojechać transportem publicznym potrzebowałam 22 godzin (5 przesiadek). Miejscowość położona jest pomiędzy Słowackim Rajem a Słowackim Krasem, w malowniczej, pełnej czereśni dolinie, u stóp góry Radzim. Mieszka tam 60 osób. Jest też niewielka organizacja pozarządowa Alter Nativa, która działa na polu szeroko pojętej ekologii.
Co w takim miejscu mogą robić wolontariusze? Razem ze mną był Thomas, Francuz, a po ośmiu miesiącach dołączyli dwaj kolejni Francuzi: Etienne i Julien. Nasze prace związane były głównie z porami roku. Jesienią zbieraliśmy jabłka, by zrobić z nich przepyszny sok, w zimie zjeżdżaliśmy na sankach z pobliskich górek, uczyliśmy się robić wiklinowe koszyki i tkać dywany. Wiosna przyniosła nam prace ogrodnicze i pasienie kóz, a lato – badanie starych odmian czereśni (w Brdarce jest, bagatela, ok. 4 tys. drzew czereśniowych) oraz koszenie łąk tradycyjną kosą. W między czasie udało nam się wyremontować XIX-wieczny dom, przygotować otwarcie wiejskiej biblioteki i zorganizować festiwal folklorystyczny.
A co można robić w wolnym czasie na końcu świata? Ze względu na trudności komunikacyjne (w weekendy nie dojeżdżały do Brdarki autobusy) poznaliśmy drogę przez przełęcz pod Radzimem prowadzącą do Wyżnej Slanej. Stamtąd już kursowały autobusy, więc świat, a raczej Słowacja, stała przed nami otworem. Odwiedzaliśmy więc wolontariuszy, których poznaliśmy na szkoleniu po przyjeździe. Byli to ludzie z całej Europy, Armenii, Turcji oraz Brazylii i Urugwaju. Takie międzynarodowe towarzystwo zawsze miało wiele pomysłów: jeździliśmy na nartach w strojach karnawałowych, układaliśmy kwiatowe mozaiki, organizowaliśmy imprezy typu „Moustache Party”, na których wszyscy bez wyjątku musieli mieć wąsy. Ale czas wolny był również w tygodniu, więc wspólnie z Brdarczanami graliśmy w siatkówkę, piłkę nożną czy karty.
A co mi dał ten rok na końcu świata? EVS pomógł mi w nauce języków – angielskiego, słowackiego a nawet czeskiego. Przede wszystkim jednak nauczył mnie życia w wielokulturowym środowisku – wolontariuszy, ale i samych mieszkańców Słowacji. W tym niewielkim kraju mieszka wiele mniejszości narodowych. W okolicy Brdarki najwięcej jest Romów i Węgrów. Ich problemy, wzajemne animozje i przyjaźnie, tworzą niesamowity koloryt.
Po roku skończył się mój pobyt na końcu świata. Wróciłam do cywilizacji, zaczęłam nowy etap mojego życia. Jednak niekiedy jeszcze nachodzi mnie chwila wspomnień i łezka kręci się w oku, gdy myślę o czasie spędzonym w Brdarce. Wiem, że będę odwiedzać to miejsce.
Anna Wiśniewska

Ten projekt jest realizowany przy wsparciu finansowym Komisji Europejskiej. Ta publikacja odzwierciedla jedynie stanowisko jej autora, a Komisja nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania zawartych w niej informacji.
December 07th 2009 Posted to
Blog