Gdy trzeba opuścić ośrodek

Gdy uchodźcy otrzymają decyzje urzędową pozwalającą zostać im w Polsce, mają dwa miesiące na opuszczenie ośrodka, znalezienie mieszkania do wynajęcia i rozpoczęcie samodzielnego życia. Nie jest to dużo czasu. Trzeba pamiętać, że osoby te czekają na tę decyzję średnio około 14 miesięcy (raport NIK z 2015 r.) a większość rodzin, którym pomagamy, czeka zwykle przynajmniej dwa lata. Okres oczekiwania jest pełen niepewności, napięcia, stresu i wielu innych problemów. Długi czas i statystycznie mała szansa na uzyskanie takiej pozytywnej decyzji oraz sposób organizacji życia w ośrodku – zapewnienie zaspokojenia podstawowych potrzeb bez motywacji do podejmowania prób własnej aktywności i integracji – sprzyja popadaniu przez uchodźców w stan zawieszenia i wyuczonej bezradności. Dlatego gdy otrzymują upragnioną pozytywną decyzję, to zaraz za początkowym zaskoczeniem i radością pojawia się zupełnie nowa niepewność i dezorientacja. Wynika to stąd, że ich dotychczasowe życie było nacechowane tymczasowością i określone świadomością, że w każdej chwili mogą być zmuszeni opuścić Polskę. Natomiast teraz, po takim długotrwałym zawieszeniu, muszą zacząć uczyć się na nowo samodzielnego życia i planować przyszłość. Dodatkowym wyzwaniem jest często zaniedbany stan zdrowia, ponieważ w trakcie oczekiwania na decyzję pomoc medyczna dla uchodźców jest znacznie ograniczona. Planując wsparcie dla tych osób, trzeba pamiętać o tym, w jakim są stanie po długim okresie oczekiwania na decyzję.

Wyzwania nowego życia

Osoby, które dowiedziały się, że mogą zostać w Polsce, muszą zacząć swoją naukę samodzielności bardzo intensywnie i stoi przed nimi wiele wyzwań: znalezienie mieszkania do wynajęcia, załatwienie formalności, w tym złożenie wniosku o Indywidualny Program Integracyjny oraz o wydanie kart pobytu, znalezienie pracy, która pozwoli utrzymać się w dłuższej perspektywie, zapisanie dzieci do szkoły i przedszkola blisko mieszkania, które udało się znaleźć, oraz zadbanie o ich edukację, zajęcie się problemami zdrowotnymi, zarówno fizycznymi, jak i psychicznymi, nauka języka polskiego, integracja z polskim społeczeństwem. Nie bez powodu integracja znajduje się na końcu tej listy. Bez rozwiązania podstawowych spraw wymienionych wyżej trudno w ogóle mówić o rozpoczynaniu integracji.

Jak pomagać uchodźcom po wyjściu z ośrodka?

Do osób, które opuszczają ośrodek, można kierować wiele różnych działań, ale w tym tekście skupię się na opisaniu pomocy udzielanej przez Fundację Ocalenie na przykładzie programu „Witaj w domu”. Na początku dobrze jest zadać sobie pytanie, co chcemy osiągnąć przez nasze działania. Celem programu „Witaj w domu” jest takie usamodzielnienie się rodzin uchodźczych zagrożonych marginalizacją, aby po zakończeniu programu nie potrzebowały już stałego intensywnego wsparcia. By było to możliwe, uczestnicy w trakcie programu muszą: poprawić znajomość języka polskiego, starać się polepszyć swój stan zdrowia, dbać o edukację i rozwój dzieci, przynajmniej jedna osoba w rodzinie musi znaleźć pracę, która docelowo w przypadku nieuzyskania mieszkania komunalnego pozwoli na wynajem mieszkania na wolnym rynku i utrzymanie rodziny. Poniżej po kolei opiszę najważniejsze elementy i założenia programu.

Najpierw mieszkanie

Bazowym elementem programu jest stworzenie podstawowego bezpieczeństwa i stabilizacji życiowej. Do tego niezbędne jest zapewnienie mieszkania, które uczestnicy będą mogli wynająć po kosztach, które nie będą powodowały ubóstwa lub popadania w zadłużenie. W tym celu Fundacja wynajmuje mieszkania od prywatnych właścicieli i potem udostępnia je uczestnikom po obniżonych kosztach, a różnicę czynszu pokrywa z darowizn. Mieszkania wynajmowane są na dwa lub trzy lata, tak by uczestnicy mogli zająć się rozwiazywaniem innych problemów. Nasze wieloletnie doświadczenia w pomaganiu uchodźcom pokazały, że bez tego elementu inne formy pomocy są niewystarczające.

Kompleksowo i intensywnie na początku

Ponieważ program jest kierowany do rodzin, które wymagają rozbudowanego wsparcia, to zakładamy, że przez pierwszy rok lub dwa trwania programu będziemy udzielać pomocy w wielu sprawach jednocześnie (np. nauka języka, psychoterapia, wsparcie w kontaktach ze służbą zdrowia, pomoc w szukaniu pracy, wsparcie w codziennych trudnościach, pomoc w edukacji dzieci) i że wiele z tych problemów będzie wymagało dużych nakładów pracy. Jest to oczywiście związane ze zwiększonymi kosztami, ale w założeniu jest to inwestycja, która zwraca się w przyszłości. Ponieważ wdrożenie ludzi w samodzielność po latach marginalizacji wymaga niestety bardzo wiele wysiłku zarówno od nas, jak i od nich, to oszczędzanie na tym początkowym etapie zwiększa ryzyko niepowodzenia.

Uważać z wyręczaniem

Intensywna pomoc nie oznacza wyręczania we wszystkim. W naszej pracy staramy się oceniać, jakie sprawy uczestnicy mogą załatwić sami, a gdzie potrzebują naszej asysty. Dlatego trzeba bardzo uważać na to, by nie wyręczać uchodźców w rzeczach, z którymi mogą poradzić sobie sami lub gdy pomożemy im jedynie się przygotować– np. na wizytę w urzędzie. W pułapkę nadmiernego wyręczania jest bardzo łatwo wpaść, ponieważ gdy stykamy się z ludzkim nieszczęściem, pierwszą typową reakcją jest „wzięcie takiej osoby za rękę” i załatwienie wszystkiego za nią. Szczególnie łatwo w tę pułapkę wpaść osobom, które dopiero zaczynają angażować się w pomoc dla uchodźców. Dlatego bardzo ważna jest praca zespołowa, która pozwala początkującym osobom korzystać z doświadczenia ludzi zajmujących się dłużej takimi działaniami. Zaniedbanie tej zasady może doprowadzić do uzależnienia się rodziny, której pomagamy, od tej pomocy, a to byłoby zaprzeczeniem celu, jakim jest jej usamodzielnienie. Prowadząc program, musimy też być uważni na otoczenie rodzin, ponieważ mieliśmy przypadki, gdy np. polscy sąsiedzi zaczynali pomagać rodzinom w sprawach, które my celowo zostawiliśmy im samym do załatwienia, bo wiedzieliśmy, że są na to gotowi. W tych sytuacjach wystarczyła rozmowa z sąsiadami, by zrozumieli, że wyręczanie może w dłuższej perspektywie zaszkodzić.

Urealniać swoje oczekiwania

Gdy pomagamy uchodźcom, bardzo ważne jest, by urealniać ich oczekiwania tak, by wyznaczali sobie cele możliwe do osiągnięcia, ale też, gdy to jest potrzebne, by zwiększać ich ambicje, które po kilku latach oczekiwania na decyzje mogą być zaniżone. By móc to robić skutecznie, musimy też dbać o realność naszych oczekiwań i podejmując się pomocy danej rodzinie, świadomie decydować się na odpowiednio długi proces Widząc problemy, które mogą wymagać wsparcia przez np. 5–6 lat nie zakładać, że w jakiś magiczny sposób uda się to w 2 lata.
Jest to ważne również dlatego, że rozpoczynając pracę z rodzinami, podpisujemy z nimi kontrakt socjalny określający m.in. cele rodziny. Jednak na początku współpracy osoby, które są w bardzo ciężkiej sytuacji, zwykle zgodzą się niemal na wszystkie warunki, nawet jeśli są one nierealne. Naszym zadaniem jest pomóc im urealnić to na początku, ale też zweryfikować po jakimś czasie, bo niewywiązywanie się z postawionych celów jest frustrujące dla obu stron i utrudnia szczery kontakt.

Dwa kroki w przód, jeden krok w tył

Sytuacja rodzin, którym pomagamy, jest dynamiczna i w trakcie trwania programu może się okazać, że pomimo początkowych postępów pojawia się kryzys i pewną pracę musimy wykonać ponownie. Dzieje się tak z różnych powodów, takich jak na przykład: choroba w rodzinie, kryzys małżeński, negatywne wydarzenie w kraju pochodzenia, deportacja członka rodziny. Oczywiście w naszej pracy nie możemy być naiwni i jeśli ktoś z jakichś nieuzasadnionych powodów nie wywiązuje się z umowy, to musimy reagować, a w skrajnym przypadku musimy być gotowi na zakończenie pomocy w ramach programu. Jednakże jeśli widzimy, że w rodzinie wydarzyło się coś, co realnie zmienia jej sytuację i odsuwa w czasie osiągniecie czegoś, na co się umawialiśmy, to musimy brać to pod uwagę i dać im oraz sobie więcej czasu. Alternatywą jest pozostawienie rodziny w kryzysowej sytuacji bez pomocy, co byłoby nie tylko zaprzeczeniem początkowej umowy, ale także zmarnowaniem całego dotychczasowego obopólnego wysiłku.

Nie oczekiwać nic w zamian

Motywacje do pomagania są bardzo różne. Ważne, by ucząc się pomagania, dążyć do tego, by nasza motywacja nie była egoistyczna i by naszym celem w teorii i w praktyce było zapewnienie skutecznej pomocy i nic więcej. Oczywiście satysfakcja z pomagania jest czymś naturalnym i gdy udaje się komuś skutecznie pomóc, to wyzwala to energię, która pozwala angażować się dalej. Dobrze jednak przygotować się na to, że oprócz tej satysfakcji nie otrzymamy nic w zamian. Gdy uda nam się pomóc komuś wyjść na prostą, to bardzo często ta osoba będzie chciała nam się w jakiś symboliczny sposób odwdzięczyć, np. przynosząc coś do jedzenia czy pisząc osobisty list. Jednak potem rodzina, której pomagaliśmy, będzie musiała się zająć dalej swoim życiem i nowymi wyzwaniami, więc może się zdarzyć, że przez wiele miesięcy, lat lub nawet już nigdy nie będziemy mieli z nią kontaktu. W większości przypadków jest to dobry znak, bo gdy pojawiają się poważne problemy, to ludzie zwykle wracają po pomoc. Ważne też, by pamiętać, że pozostawianie tym ludziom swobody w tym, czy chcą mieć z nami kontakt po zakończeniu pomocy, jest też elementem usamodzielniania się.

O Autorze
Piotr Bystrianin – psycholog, trener. Prezes zarządu Fundacji Ocalenie. Od ponad 13 lat zaangażowany w działania z i na rzecz uchodźczyń i uchodźców oraz imigrantek i imigrantów w Polsce. Wieloletni koordynator Centrum Pomocy Cudzoziemcom w Warszawie. Wyróżniony za działania na rzecz integracji cudzoziemców w Polsce tytułem Społecznika Roku 2014.

*** Tekst powstał dzięki dotacji Fundacji im. Stefana Batorego. ***

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *