:: EVS w Hiszpanii ::
OLGA i KAROLINA
Część pierwsza - Workcamp w Las Majadas
Z pamiętnika Karoliny:
13.07.2009

Samolot z Wawy mamy o 10.40. Opóźnienie 10-15 minut. Krajobraz Hiszpani: Castilla-La Mancha, gorący i suchy. Na dworzec autobusowy dostałyśmy się trzema metrami, podróż z walizką do pasa wcale nie jest łatwa. Z Cuenki odbiera nas Alfredo. Zawozi nas i Davida do Las Majadas. Godzinna podróż przez bardzo kręte góry, Alfredo jeździ szalenie szybko. Przyjazd do hostelu – jak to będzie…? Okazuje się, że tylko cztery osoby ze wszystkich wolontariuszy nie mówią po hiszpańsku: ja, Olga i dwie Turczynki. O 22 z minutami mamy zabawy i zapoznanie. Padam z nóg, czy oni tu nie śpią?! Ok. 1 idziemy spać. Pobudka o 8…
Tak to się wszystko zaczęło.
Obie jesteśmy bardzo zadowolone z wolontariatu w Las Majadas. My oraz reszta 20-osobowej grupy pracowaliśmy w parku krajobrazowym Los Callejones; do naszych zadań należało m.in. zbudowanie małego mostu, naprawa strzałek dla turystów, konstrukcja drewnianego kosza na śmieci oraz oczyszczanie tabliczek z nazwami roślin będących pod ochroną. Po pracy mieliśmy zajęcia integracyjne i manualne, a wieczorem po kolacji gry i zabawy edukacyjne, w których organizacji uczestniczyłyśmy. Nie zabrakło też innych atrakcji: wspinaliśmy się po skałkach, kąpaliśmy w rzece, zwiedziliśmy Cuenkę, spaliśmy pod gołym niebem na lądowisku dla helikopterów… W jednym z ostatnich dni campu robiliśmy potrawy narodowe; my przygotowałyśmy sałatkę ziemniaczaną oraz faworki, a dziewczyny z Turcji, Bułgarii i Francji swoje specjały. Przedostatniej nocy zorganizowaliśmy bal przebierańców, który był naszym pomysłem – to było niesamowite!!! Wyobraźcie sobie, że wszyscy przebrali się bardzo oryginalnie i żaden strój się nie powtórzył.
Musimy wspomnieć również o słynnym właścicielu oberży, w której jedliśmy i spaliśmy – Antonio to niesamowicie uroczy człowiek: mały, niski, krępy, gadatliwy, a przede wszystkim zabawny. Wszystkie posiłki umilone jego obecnością lepiej nam smakowały, mimo że czasem było to coś zupełnie nam nieznanego i na pierwszy rzut oka niejadalnego… Ale jedno trzeba przyznać: genialne pierożki i cudowne paszteciki są nie do zastąpienia!
Kolejna osoba, którą pokochałyśmy – Javier, nasz dyrektor techniczny. Brał udział w większości naszych zajęć niezwiązanych z pracą, mimo że wcale nie musiał tego robić. Pomagał w pracy, jadał razem z nami, dbał o dodatkowe atrakcje dla wolontariuszy, a przede wszystkim był zawsze uśmiechnięty. Kochamy również nasze animatorki: Anę, Noelię i Silvię, które dokładały wszelkich starań, by nasz pobyt w Las Majadas był przyjemny. Gry i zabawy organizowane przez nie zawsze dostarczały wielu emocji i pozytywnych wrażeń.
Las Majadas! Chcemy tam wrócić!!!
Część druga – Workcamp w… środku lasu, 15 km od Puebla de Don Rodrigo (a tym samym od najbliższej cywilizacji)
Jeżeli marzycie o przygodzie, bliskim kontakcie z naturą oraz kochacie dzieci i mieszanie cementu, to miejsce jest właśnie dla Was! Ograniczymy się do opisania bardzo pozytywnego wrażenia: Eli i Borja to ludzie z zespołem Downa, którzy byli wolontariuszami tak, jak my. Niesamowicie sympatyczni, przyjaźni, zabawni i pełni entuzjazmu by z nami rozmawiać pomimo naszej nieznajomości hiszpańskiego. Będziemy wspominać ich bardzo ciepło.
A po projekcie…
Wybrałyśmy się na zasłużone wakacje, zobaczyłyśmy m.in. Madryt, Alcalę, Walencję i Morze Śródziemne!!! Plaża, morze, słońce i fale… ale to już nie dotyczy wolontariatu.

Ten projekt jest realizowany przy wsparciu finansowym Komisji Europejskiej. Ta publikacja odzwierciedla jedynie stanowisko jej autora, a Komisja nie ponosi odpowiedzialności za sposób wykorzystania zawartych w niej informacji.


